Złote Wspomnienia

No to może teraz ja.
Pierwsza moja pielgrzymka odbyła się w 1996 roku. Miałem 13 lat. Chciałem spróbować bo wcześniej chodziła moja siostra. Pamiętam że mama przyjechała do Gostynia. Szukała mnie pełna obaw myśląc pewnie że będę chciał wracać. A ja w towarzystwie koleżanek, poznanych na pielgrzymce, korzystałem z odpoczynku. Później była pielgrzymka 1999 z biało-czerwoną gdyż Złota nie szła. Tę pielgrzymkę też miło wspominam, bo z osobami poznanymi w tamtym czasie kontakt mam do dziś m.in. z Maćkiem Banickim. Kolejne pielgrzymki 2000,01,02,03 to najlepsze czasy naszej grupy. Wędrowało nas ok. 200 osób. Wśród pielgrzymów byli harcerze z Gdańska. 2000 rok to czas Adama Maliszewskiego, który razem z Aleksem tworzyli radio Złoty pielgrzym i na każdym noclegu wymyślali audycję, by podczas wędrówki rozśmieszać nas. Niestety Adam wracając ze spotkania w M-czu zginął w wypadku samochodowym. Te czasy kojarzą mi się z dwiema tubami i wzmacniaczem pośrodku oraz hasłem „kabelek Twój przyjacielek”, kiedy to wręcz zmuszano by trzymać kabel miedzy tubami aby nie leżał na ziemi podczas marszu. W tamtym czasie także rygorystycznie przestrzegano regulaminu. Strój miał być taki by zakrywał ramiona i spodnie do kolana nie krócej, po 22 chodzili porządkowi i pilnowali porządku by nikt nie chodził, a kto się „napatoczył” zabierano plakietkę ( sam nie raz wpadłem :P). Nie było wspólnych kwater, bracia osobno i siostry osobno. Każde auto które jechało było sprawdzane czy aby ktoś „zbędny” nie jechał na gapę .W tamtym czasie poznałem Hódego . W 2003r pielgrzymka też była wyjątkowa ze względu na największą ilość diakonów w naszej grupie. 2004 odbyłem pielgrzymkę rowerową ze Świebodzina przez Bobowicko na Jasną Górę. Przerwa nastąpiła kiedy założyłem rodzinę. Powróciłem w 2009 i tak przez kolejne lata wędruję sobie.
7 sierpień to dzień mniej więcej w połowie wędrówki, w ten dzień mam urodziny. Pamiętam moją 18stke w Tarchałach kiedy to dostałem 18 pasów, a potem piliśmy Picollo. W tym miejscu należy wspomnieć nocleg z 6-7 sierpnia, który jest w Romanowie zawsze u tych samych gospodarzy. W ciągu roku dzwonimy do siebie i wysyłamy kartki na święta. W 2010 roku na pielgrzymce poznałem swoją przyszłą żonę. W 2012 w Romanowie właśnie na polu kukurydzy, która tego roku była już skoszona, oświadczyłem się Katarzynie po apelu, w towarzystwie wszystkich pielgrzymów gr Złotej.
Jak już wspomniały siostry poprzedniczki pielgrzymka cechuje się wyjątkowymi chwilami jak adoracja w Borui Kościelnej czy, dla niektórych już, stałymi kwaterami i gospodarzami. Można pojeść zupy z kuchni wojskowej, na łonie natury leżąc sobie w przydrożnym rowie (jakkolwiek to brzmi). Dla niektórych to wyrwanie się z miasta by zasmakować życia na wsi jak np. wiejskie zapachy, jedzonko czy przewóz traktorem z przyczepą na siano.
Dla mnie osobiście to podładowanie akumulatorów na kolejny rok. Zaniesienie modlitw do jasnogórskiej Pani. Wiem i doświadczam tego że Ona słucha każdego z nas.
Mimo iż „stara gwardia” się wykrusza a następców jest jak na lekarstwo to zachęcam do rekolekcji w drodze. Do zobaczenia na szlaku za ... 600lat ( Złotka wiedzą ).

Pozdrawiam To mówiłem ja ZAZI




                                                                                                                                                         

"Na moją pierwszą pielgrzymkę wybrałam się w 2008 r. Pamiętam jak dziś, że czułam się trochę zagubiona nikogo nie znając. Szybko jednak okazała się, że idą ze mną moi sąsiedzi, a potem poznałam grupę wspaniałych osób, o których śmiało mogę powiedzieć PRZYJACIELE. :) Pamiętam też z pierwszego dnia siostrę Krysię, która mówiła, że to jej chyba 8 pielgrzymka i pomyślałam sobie, jak tyle można wytrzymać w niepogodzie, niewygodzie, daleko od domu, wciąż tą samą trasą wędrując do stóp Matki... A jednak i ja w tym roku zamierzam się wybrać w moje z Bogiem i Maryją 7 pielgrzymowanie!!
Nie da się przenieść wszystkich wspomnień na jedną stronę internetową!! Na myśl przychodzi mi telekonferencja z Księdzem Wojtkiem, podczas której miałam na sobie monitor komputerowy znaleziony przypadkiem przy leśnej drodze :) I to, że wszyscy nazywali mnie Czesiem i Czechosławem. :)
Najfajniejszych rzeczy, spraw, wspomnień niełatwo wyliczyć.. Adoracje w Borui Kościelnej, Msze Święte w lasku brzozowym i pani, która raczyła nas pysznościami, spowiedzi podczas drogi, Gostyń, nocleg u Gosi w Romanowie, smak drożdżówki nad jeziorem w Żelaźnie, śpiewy z muzycznymi, rozmowy z Siostrami i Braćmi :) Zapomniałabym o odciskach, pęcherzach, naciągniętym ścięgnie i bolących stopach... Ale dlaczego mam robić antyreklamę?? :)
Każdy pielgrzym obiecuje po pierwszej pielgrzymce, że wyruszy ze Złotą na Jasną Górę za rok! I tak się dzieje w 99% przypadków. By doświadczyć radości dnia codziennego, czasami niestety niewygody i zmęczenia, tęsknoty za domem, ale Pan Bóg daruje nam w prezencie niesamowity czas modlitwy, wyciszenia, wbrew pozorom nabrania sił, przyjaźni, wspólnych rozmów i śmiechu..
Czy można wymarzyć sobie lepsze wakacje??
Z Panem Bogiem każde wakacje są udane. :)
Bracia i Siostry do zobaczenia na pielgrzymkowym szlaku!!"

Czechosław (Ania)


                                                                                                                                                         


"Wspomnienia z Pielgrzymki..

Moim pierwszym wspomnieniem jest to, że zaspałam! zaspałam na Mszę w Świebodzinie - wpadłam do Sanktuarium z wielkim plecakiem na plecach i nie wiedziałam, co mam zrobić ze sobą, z tym plecakiem i miałam wielką ochotę, żeby uciec, a najbardziej się bałam, że będę musiała go dźwigać przez całe 40 km tego dnia :P Kolejne wspomnienia są już o wiele bardziej szczęśliwe ;) W czasie całej naszej trasy jest kilka miejsc, które dla Złotek są na swój sposób magiczne - Boruja Kościelna, Racot,Romanów, czy też Kłobuck. Pewnie każde ze Złotek do tej listy dodałoby kilka innych miejscowości, ale myślę, że każdy z nas zgodzi się z tym, że takie Adoracje Najświętszego Sakramentu, jakie są odprawiane w Borui Kościelnej, to są możliwe tylko i wyłącznie tam. I to jest własnie moje drugie wspomnienie, chociaż jest to wspomnienie, które dotyczy każdej z przebytych przeze mnie pielgrzymek. Adoracje, które mają miejsce w Kościele w Borui Kościelnej, gdzie nie ma jeszcze tłumów pielgrzymów, gdzie każdy ma niepowtarzalną okazję, by podejść do Ołtarza, gdzie każda pieśń, każde słowo Kapłana pasuje i działa kojąco, jest to coś nadzwyczajnego, magicznego po prostu. Tak naprawdę wspomnień z 12 dni spędzonych w gronie Złotek jest wiele - wszystkie są tak samo cenne i tak samo świetne. O tym można mówić dniami i nocami - można wspominać każdy pokonany kilometr trasy, który potem wieczorem po kąpieli większość z nas dopiero zaczyna odczuwać; można mówić o jedzeniu pielgrzymkowych - nie sposób nie wspomnieć o zupie pomidorowej, pączkach i oranżadzie w Chrośnicy - o zupach z kuchni pielgrzymkowej (o kompocie, który pewnego pięknego dnia staje się zupą owocową z makaronem!); o świnkach z Romanowa i o Apelu Jasnogórskim na polu wśród zboża; o meczu między grupowym w Galewicach (gdzie oczywiście rokrocznie wygrywają Złotka ;)) i o wielu innych sprawach - jednak co tam mówienie, co tam wspominanie - to trzeba przeżyć! :))"

Alka


1 komentarz:

  1. Moje wspomnienia z mojej pierwszej pielgrzymki sięgają zamierzchłych czasów. Prawie 40 lat temu podjęłam decyzję,przeżycia czegoś wyjątkowego. Nie będę się rozpisywać po co, dlaczego. Nie było komórek,łączność telefoniczna też kiepska, połączenia tylko międzymiastowe, czas czekania, więc 3 miesiące wcześniej wysłałam list z zapytaniem. Adres otrzymałam od św.pamięci ówczesnego proboszcza. I tak po kilku tygodniach otrzymałam odpowiedź ze wskazówkami. I tak na początku sierpnia pojechałam zatłoczonym pociągiem pospiesznym na miejsce zbiórki.Podróż trwała 12 godz. Zostałam przydzielona nomen omen do grupy złotej, a że były to bardzo liczne grupy, dzielono je na podgrupy, mnie wpisano do podgrupy ósmej liczącej ok.200 osób, a cała grupa liczyła ponad 2000 ludzi. A w pielgrzymce uczestniczyło chyba pon.20 tys. Nie wiem dokładnie. Po wyjściu ze swoich punktów zbiórkowych, każda grupa szła oddzielnie. Były to trudne czasy, należało zachować wszelkie normy. Omijało się główne drogi, chociaż nie było tyle pojazdów co teraz. Szło się polami, lasami. Nie było kwatermistrzów,kuchni polowych. Noclegi załatwiało się samemu, a były to głównie bardzo wykwintne miejsca do spania, jak stodoły,stogi siana/słomy,kopy siana,place przykościelne,klasztory, ewentualnie namioty. Higiena-potoki, studnie, koryta stanowiące poidła dla krów, gdzie myło się kilkanaście osób. Tu był luksus, bo gospodarz zagrzał wody. Wyżywienie we własnym zakresie, czasami mieszkańcy zupy ugotowali. Wiozło się konserwy, bo niestety był to rarytas i trudno dostępny w tych kolejkach.Chleb ludzie w tych miejscowościach piekli. Czasami nie starczyło dla wszystkich. Szli też "wysłannicy innych sił"-zrozumiałam to po latach. Byli wyjątkowo uczynni, mili i mieli wszystko, jakby Baltona z nimi jechała. Bardzo chętnie dzielili się, chociaż ludzie jakoś niechętnie korzystali z ich gościnności. Msze odprawiane były -przed wyjściem lub po przyjściu, nie było w trakcie drogi. Wszystkie części różańca odmawiane były. Znakiem był krzyż i każda podgrupa miała krzyż z zaznaczeniem numeru podgrupy. Nie było chorążych, każdy niósł bardzo chętnie. Co nie można powiedzieć obecnie, młodzież miga się, nie chce. A wtedy naprawdę było trudno. Ubiór tak jak wspomniano wcześniej, obowiązywał skromny i z zasadami. Plakietki były takie papierowe i na agrafce. Deszcz zmazywał napisy, konferencje głosili ludzie świeccy, różnych stanów społecznych, robotnicy,lekarze,naukowcy itp. Tematy były różne aby zrozumieć sens trzeba było bardzo uważać. Bo były to tematy przede wszystkim wychowawcze, zawierające wiele cech patriotycznych. Wchodziło się na 15 sierpnia, a tam tłum pielgrzymów. Szłam 10 dni ok.260 km.Jak doszłam uważałam się za zwycięzce, sama nie wiem czego. Miałam buty rozwalone,które kupiłam w NRD, w jakieś wsi ktoś mi zszył dratwą i dał sznurek od snopowiązałki, abym w razie potrzeby związała, a miałam tylko jedne buty. Gdy doszłam to miałam same pęcherze na stopach nadwyrężone ścięgno, odparzone stopy i rozwalone buty, a tu jeszcze powrót do domu z kilkoma przesiadkami. Msza była długa, odprawiał św.pamięci prymas St.Wyszyński. A moja powrót trwała 25 godzin. I wtedy postanowiłam, że była to moja pierwsza i ostania pielgrzymka. Nie dotrzymałam słowa, po kilku latach poszłam ale już w grupie szarej bardziej doświadczona. 3 razy uczestniczyła w pielgrzymce innych diecezji, a pozostałe najpierw w diecezji gorzowskiej,a potem w zielonogórsko-gorzowskiej. Od 2002 r idę w grupie złotej, a w sumie było ich 20. Nie jest to czas stracony, nigdy nie jest tak samo. Dinozaur

    OdpowiedzUsuń